Klub na Google+

Klub na Google+

Partnerzy

 

Spotkania turystów


 

gazeta mazury

 

 

 

 

Relacja: Austriackie via ferraty 2013

W tym roku po różnych dyskusjach i krótkich przygotowaniach postanowiliśmy pochodzić po alpach w Austrii. Czas pobytu mieliśmy ograniczony urlopami, więc aby go jak najlepiej wykorzystać, pojechaliśmy w piątek (16 sierpnia) i po ponad tygodniowym pobycie wróciliśmy w kolejny weekend. Nastawiliśmy się głównie na chodzenie po austriackich via ferratach, a co ambitniejsi z nas (i bardziej doświadczeni) zamierzali wejść na Grossglocknera (3798 m n.p.m.), najwyższy szczyt Alp Austriackich.

 

 

W drogę wybraliśmy się samochodem (Opel Zafira) w 6 osób. Trasa długa, a po opuszczeniu granic Polski nawet trochę monotonna (autostrada). Samochód jednak bardzo się przydał podczas dojazdów na szlaki. Na początku rozbiliśmy namioty na kempingu w Fusch i stamtąd już w niedzielę wybraliśmy się na trzy krótkie ferraty na ścianie Höhenburg. Miały tylko 110 m przewyższenia i przejście jednej zajmowało około 30 minut. Zaletą ich było to, iż każda miała inny stopień trudności i mogliśmy sprawdzić swoje umiejętności. Trzeba tu zauważyć, że miłośnicy via ferrat mają w Austrii w czym wybierać. Wszystkie drogi są dobrze oznakowane, opisane i nawet ich fragmenty mają określony stopień trudności – w skali od A (odcinek najłatwiejszy), nawet do F/G (dla najbardziej doświadczonych). Szybko więc doświadczalnie przekonaliśmy się, jakie trasy nie są jeszcze dla nas i poszliśmy podziwiać alpejskie górskie łąki oraz mały lodowiec.

 

Wąwóz Kitz

W poniedziałek wybraliśmy się do malowniczego wąwozu na ferratę Kitzklettersteig. Prowadzi ona pionową ścianą wzdłuż płynącego w dole górskiego potoku. Widok na przepaść, spływającą kaskadowo wodę i ogromne głazy w nurcie strumienia niepowtarzalny, szczególnie gdy „wisi się” na pionowej ścianie ponad 100 metrów nad dnem. Sama ferrata również urozmaicona, więc zajmujące 2,5 godziny przejście w ogóle się nie dłużyło. Najpierw wejście na pionową ścianę, potem trawers wzdłuż niej do przejścia nad przepaścią zabezpieczonego trzema stalowymi linami. Za nią tzw. zejście awaryjne. Na dłuższych ferratach w Austrii mniej więcej w połowie ich długości można zakończyć wspinaczkę, gdy ktoś stwierdzi, że już brak mu sił.

My jednak udaliśmy się dalej. Kilkanaście metrów pionowej wspinaczki, obejście skalnego występu i kolejna przepaść. Tym razem można ją było pokonać zjazdem na linie. Potem już tylko kilkadziesiąt metrów wspinaczki, pamiątkowy wpis do księgi i… odpoczynek na ławeczce umieszczonej w skalnej wnęce. Stąd widok na wąwóz poprzebijany tunelami i obudowany mostkami dla spacerowiczów. W tym dniu nasza wspinaczka pionową ścianą była dla nich dodatkową atrakcją.

 

Grossglockner i trekking do schroniska Oberwaldler

We wtorek nadszedł czas na wejście na Grossglocknera. Z naszej szóstki Alina z Wojtkiem postanowili spróbować swoich sił i wejść na szczyt. Wyjechaliśmy rano i udaliśmy się otwieraną sezonowo, płatną alpejską drogą (Grossglockner Hochalpestrasse) do Centrum Turystycznego przy Kaiser-Franz-Josefs-Höhe (na wysokości 2333 m n.p.m.) z widokiem na jęzor lodowca Pasterze. Tam się rozdzieliliśmy. Alina i Wojtek wybrali dłuższą, lecz łatwiejszą dwudniową drogę na najwyższy szczyt Alp Austriackich. Przenocowali w schronisku pod szczytem (Erzherzog-Johann, 3451 m n.p.m.) i w środę rano weszli na Grossglocknera (3798 m n.p.m.). Zeszli ze szlaku zmęczeni, lecz pełni wrażeń dopiero wieczorem. Pogoda była ładna, więc musieli trochę się przepychać w tłoku panującym pod szczytem. Pozostała czwórka (Kazik, Przemek, Jurek i Michał) udała się do schroniska Oberwaldler (2972 m n.p.m.). Trasa z początku była łatwa. Trudność sprawiło nam dopiero przejście po lodowcu i podejście ostrą ścianą do schroniska. Było tym ciekawiej, że w nocy i rano padał śnieg. Zobaczyliśmy więc z bliska prawdziwe oblicze Alp.

 

Dienten

W czwartek zwinęliśmy namioty i udaliśmy się w region Hochkönig do Dienten. W miarę szybko znaleźliśmy nocleg. Co prawda nie było tak tanio jak w Fusch, ale w końcu pościel i łóżko. I widok z tarasu na masyw z ferratą Königsjodler – najdłuższą w Austrii. Dzień upłynął nam na zwiedzaniu miejscowości, zakupie pamiątek i odpoczynku. Alina z Wojtkiem wybrali się zaś na mały trekking po okolicznych wzniesieniach.

W piątek wybraliśmy się w końcu w góry. Alina, Wojtek i Przemek zrobili krótką ferratę, Jurek powędrował samotnie i przeszedł fragment Königsjodlera, zaś ja z Michałem zadowoliliśmy się kilkugodzinnym trekkingiem. Do malowniczo położonego schroniska Matrashaus (2941 m n.p.m.) nie dotarliśmy. Trochę szkoda, ale być może jeszcze tu wrócimy. Góry mają to do siebie, że zawsze po powrocie z nich czuję lekki niedosyt, który motywuje mnie do kolejnej wyprawy.

 

Kazimierz Kisielew

 

 


 

 

 

Sprzęt:

1. Biwakowy (namioty, karimaty, śpiwory itd)

2. Kaski oraz sprzęt asekuracyjny (uprzęże, lonże via farraty)

3. Literatura ........

 

Transport:

Opel Zafira 2.2. TDI + boks dachowy. Pomieścił 6 osób oraz cały bagaż (z wyżywieniem na tydzień.

Trasa dojazdu .......

 

Noclegi:

Camping w Fusch.

 

Ubezpieczenie:

GENERALI, Oddział w Olsztynie, agent ubezpieczeniowy Kamil Kwiecień. .....